Rodzicu, ten artykuł jest dla Ciebie. Korzystaj z wakacji

Grzegorz Łapanowski, żywienie dzieci, dla rodziców,

Polska ma swojego Jamiego Oliviera

To Grzegorz Łapanowski, który dba o to, by Polacy chcieli dobrze jeść.

Grzegorz to kucharz, aktywista i propagator dobrego jedzenia, założyciel i prezes Fundacji „Szkoła na widelcu”, właściciel dwóch studiów kulinarnych Food Lab Studio i Food Lab mini. Prowadzący polską edycję Top Chef. Na co dzień zajmuje się promocją dobrej żywności i idei zdrowego, dobrego, naturalnego, świeżego i sezonowego żywienia.

6 lat temu założył fundację Szkoła na widelcu. Wraz z zespołem zorganizowali przez ten czas około 1200 warsztatów kulinarnych, podczas których gotowało z nimi już ponad 120 tysięcy dzieci. W zeszłym roku Fundacja uruchomiła ogólnopolski program edukacyjny „Dobrze Jemy ze Szkołą na widelcu”, poprzez który dotarli z materiałami edukacyjnymi do 1200 szkół i 130 000 uczniów. Dążą to tego, aby wszystkie dzieci miały dostęp do wiedzy o dobrym jedzeniu i gotowaniu.

Dlaczego to takie ważne? Według badań Instytutu Żywności i Żywienia ponad 20 proc. uczniów szkół podstawowych i gimnazjów w Polsce ma nadmierną masę ciała.

 

Katarzyna Pieczyńska, Szkoła na widelcu, dietetyczka

Jak więc jeść? Dziś rozmawiamy z dietetyczką Katarzyną Pieczyńską, która jest częścią Fundacji Szkoła na widelcu.

 

Kocham Jeść: Każdy wie, że trzeba jeść zdrowo. Niewielu się to udaje.

Katarzyna Pieczyńska: Dlatego my namawiamy, żeby jeść po prostu dobrze. Jedzenie towarzyszy nam codziennie. Kilka razy w ciągu dnia podejmujemy decyzję, co zjemy. Uważamy, że jedzenie powinno być przyjemnością, a to, co gotujemy powinno nam smakować. Uczymy więc, jak gotować zdrowo i smacznie.

Trwa dyskusja, co jest gorsze cukier czy tłuszcz?

Kombo! Najbardziej smakują dzieciom (jak i dorosłym) produkty, które są mieszanką cukru i tłuszczu. To jest przysłowiowa drożdżówka i batonik.

Jeśli raz na jakiś czas, jadąc nad morze, odwiedzimy fast food lub zjemy batona, to nam nie zaszkodzi.

Jednak przeciętne dzieci od czasu do czasu sięgają po jabłko, a regularnie mają w rękach batony. Chodzi o skalę. Przyglądaliśmy się, co dzieci mają w pudełkach lunchowych – prawie każde ma chociaż cukierka, batonika, żelkę. Niewielu ma np. banana. Chodź tak samo łatwo go zapakować i większość dzieci chętnie go zje.

To może dla wielu rodziców brzmieć utopijnie. Przecież wiadomo, że dzieci nie lubią owoców i warzyw.

Oj nie! Większość dzieci lubi owoce, a przynajmniej ma kilka takich, które lubi i z chęcią zjada. Z całej gamy produktów, myślę, że każde dziecko jest w stanie wymienić trzy, które zje zawsze, gdy zostaną mu one podane.

Tak samo jak z warzywami – jesteśmy w stanie znaleźć pięć warzyw w pięciu kolorach, które chętnie zjemy. Należy iść w tym kierunku. Nie uważam, że wszyscy musimy jeść wszystkie warzywa świata – dorośli, jak również dzieci, mają prawo czegoś nie lubić. Należy poszukiwać tych produktów, które będą dla nas atrakcyjne. Jeśli dziecko lubi pomidory, to sprawdźmy, czy zasmakuje mu połączenie pomidora np. z awokado.

To jest właśnie jedna z naszych technik. Podczas warsztatów zawsze wybieramy produkt, który dzieci lubią, a do niego dokładamy kolejne, uważane za mniej znane i lubiane.

Zachęcamy rodziców, żeby nie poddawali się i nie przyjmowali postawy, że ich dziecko nie lubi warzyw i koniec. Warto poszukiwać.

Podstawą naszej diety powinny być warzywa i owoce. I można je przyrządzić tak, by dzieci powiedziały: „pycha!”

Jak zachęcić dzieci do próbowania?

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Alberta w Edmonton dowodzą, że dzieci, które przygotowują wspólnie z rodzicami posiłki w domu, częściej sięgają po owoce i warzywa.

Dodatkowo nie ma lepszego sposobu niż pozwolić dzieciom poznać poszczególne produkty. Posadźmy na parapecie w klasie i w domu – szczypiorek, zioła, koperek. Niech dzieci widzą, jak rosną, niech się nimi opiekują. A potem do zwykłego twarożku, dodajmy ten szczypiorek, które dzieci znały od cebulki. To znacznie zwiększa szanse, że dzieci spróbują i zapamiętają, jak się przyrządza taki twarożek.

To działa też w przypadku innych warzyw. Jeśli dziecko rzeczywiście dotknie dyni. Będzie mogło ją powąchać i później zobaczy, jak się ją piecze, a potem jak powstaje z niej zupa krem, to jest większa szansa, że ją zje.

Do każdej nowej rzeczy, którą poznajemy od podstaw, jesteśmy bardziej przywiązani, choćby z uwagi na to mamy większą chęć spróbowania. Działa też zwykła ciekawość, by dowiedzieć się, jak nam to wyszło.

Podczas warsztatów kulinarnych każde dziecko ma swoją deseczkę, nóż, tarkę, jeśli jej potrzebuje i pod okiem edukatorów kulinarnych, którzy dbają o bezpieczeństwo, dzieci przygotowują proste danie, takie w których nie ma dużo składników.  Listę składników każde dziecko jest w stanie zapamiętać i powtórzyć później rodzicom i znajomym.

Takich dań kilku składnikowych jest mnóstwo.

Grzegorz Łapanowski, Szkoła na widelcu

Jakie przepisy cieszyły się największą popularnością?

Mamy tzw. hity – domowe tortille, czyli coś co wszyscy znają jako produkt, który kupuje się w sklepie. Tymczasem do jego przygotowania wystarczą trzy składniki – mąka, woda i sól. Kiedyś znane podpłomyki, mogą zdecydowanie zastępować gotowe tortille, które w składzie często mają dużo substancji, których nie warto jeść.

Dzieci lubią wszystkie zamienniki produktów, które znają z reklam. Robimy np. krem czekoladowy na bazie cieciorki, kakao, mleka kokosowego i miodu. Konsystencją i smakiem do złudzenia przypomina krem, który znamy z półek sklepowych, a ma w sobie dużo wartości, zdecydowanie mniejszą ilość cukru i jeszcze przemycamy w nim nasiona roślin strączkowych, których w naszych polskich dietach jest niewiele.

Robimy też wszelkiego rodzaju zdrowe słodycze – mamy takie warsztaty: Manufaktura dobrych słodyczy, na których pokazujemy dzieciom, w jaki sposób można zrobić np. kulki mocy. Miksujemy orzechy z owocami suszonymi. Obtaczamy je potem w wiórkach kokosowych. Przypominają znany dzieciom produkt ze sklepów, a mają w sobie niezwykłą moc witamin i składników mineralnych.

Zamiast kupować gotowy deserek można samemu zrobić pudding chia z owocami albo owocowy koktajl.

Takich przepisów jest wiele. Można znaleźć alternatywę do każdej rzeczy, która jest ogólnie lubiana przez dzieci. I warto. Choćby po to, żeby dziecko nie czuło, że ma mniej fajne życie, bo nie je tych sklepowych „dobrodziejstw”.

Czyli dobre jedzenie to takie, które sami przygotujemy?

Tak! Domowe ciasto, nawet frytki – jeśli od czasu do czasu sami obierzemy ziemniaki, pokroimy i usmażymy, też będą ok. Jeśli podjęlibyśmy decyzję, że jemy drożdżówki, które robimy sami, to też byłoby racjonalne, bo ile razy w roku mamy rzeczywiście czas i ochotę, żeby je zagnieść i upiec lub smażyć frytki?

Wydaje się, że wszystkie gotowe dania to luksus dla wielu osób.

Luksus? To nawet nie jest brak czasu, tylko lenistwo albo brak wiedzy. Zadziwiające jest dla nas, że ludzie sięgają po gotowy sos pomidorowy, skoro można go łatwo przygotować samemu w 15 minut. Przesmażamy cebulę, marchewkę, seler naciowy, czosnek, dodajemy do tego pomidory, odrobinę soli i pieprzu, dusimy i mamy gotowy sos.

Jeśli tak dalej pójdzie za kilkanaście lat dzieci nie będą wiedziały, jak ugotować rosół albo przygotować od podstaw kluski śląskie, a warto ich tego uczyć.

Warto wspomnieć jeszcze o przyprawach.

O tak! W wielu domach podstawową przyprawą jest przyprawa uniwersalna. Dodawana jest dosłownie do wszystkiego. To smutne, tym bardziej że jest tak dużo przypraw z całego świata, mamy też dostęp do świeżych ziół.

Jakie nasuwają się wnioski z podróży po Polsce?

Coraz mniej gotuje się w polskich domach. To jest widoczne już teraz wszędzie, w mniejszych miejscowościach także. Wszyscy mają mało czasu, dużo pracują i często jest tak, że dzieci pod względem żywieniowym są pozostawione same sobie. Rzadko ktoś kontroluje, co jedzą. Dostają przysłowiowe 5 zł i mają sobie same poradzić. I to jest naturalne, że ich wybór zazwyczaj jest prosty – napój gazowany, drożdżówka i baton. I rzeczywiście do obiadu wytrzymają, a to, że są najpierw pobudzone, a później rozdrażnione, to inna sprawa.

Jakie jeszcze techniki stosujecie, by dzieci chętniej jadły?

Jest teraz przepiękny okres w Polsce. Na bazarach jest tyle produktów spożywczych – uważam, że mamy tutaj raj. Polskie warzywa i owoce są bardzo atrakcyjne. Mamy wybór – jemy tylko gofry i lody jako symbol lata albo idziemy z dzieckiem na bazar i ono codziennie wybiera inne, nowe warzywo lub owoc, które przyrządzamy na trzy sposoby. Kalafiora możemy ugotować w zupie, ale możemy go też upiec lub schrupać na surowo. Chodzi o to, żeby pokazać dziecku, że niekoniecznie musi lubić zupę kalafiorową, ale może mu bardzo smakować kalafior pieczony.

 

To nie jest tak, że jak dziecko nie lubi surówki z marchewki, to automatycznie znaczy, że nie lubi marchewki. Wiele dzieci nie tknie tartej marchewki, ale już taką w słupkach weźmie do chrupania.

Jedzenie jest podróżą i trzeba mieć do tego odpowiednie podejście i poszukiwać odpowiedniej drogi.

Małe grzeszki zmieniają się w problemy zdrowotne.

I to na dużą skalę! Dzieci zaczynają chorować na schorzenia, które dawniej były diagnozowane wyłącznie u osób starszych. To np. cukrzyca typu 2, nadciśnienie. Jest to związane z ogólnie pojętym stylem życia, ma na to wpływ: brak aktywności fizycznej, duża ilość stresu, ale ważnym czynnikiem jest to, jak się odżywiamy.

Może więc właśnie wakacje sprzyjają temu, by wykorzystać urlop do zapoczątkowania zmiany stylu życia. Nie jeść śmieciowego jedzenia, a spróbować kilku nowych przepisów, przejść się na spacer, pograć w badmintona. Mamy tak dużo możliwości!

Każdy kto kiedykolwiek podjął decyzję o zmianie swojego żywienia – doskonale wie, że wystarczą dwa tygodnie, by zauważyć różnicę. Człowiek czuje się lepiej, ma więcej energii, jest weselszy, nie boli go głowa. Osoby, które mało piją wody, a potem zaczynają ją pić, od razu zaczynają widzieć efekt. Warto samemu się przekonać.

Jedzenie to profilaktyka.

Jak najbardziej tak. Dużo chorób uznaje się jako dietozależne. To jest też konsekwencja tego, że nasze nawyki żywieniowe są często kontynuowane latami. Przysłowia kanapka z kiepską wędliną towarzyszy ludziom codziennie przez wiele lat. Powinniśmy dbać o różnorodność na naszych talerzach. Mamy tak duży wybór sałat, wybierajmy codziennie inną. Nie jedzmy ciągle tylko kaszy gryczanej, mamy jeszcze bulgur, pęczak, jęczmienną, jaglaną i inne. Dbajmy, żeby na talerzach było kolorowo i nie pozwalajmy na nudę.

 

Rozmawiała Magdalena Mańkowska, Kocham Jeść

Zdjęcia od Szkoła na widelcu