Marzyło się nam takie miejsce, do którego możemy tak po prostu przyjść i zjeść prawdziwe jedzenie. Nasze marzenie się spełniło. Zostaliśmy zaproszeni do projektu Modra Odra.

Pierwsza rzecz, jaką ustaliliśmy to to, że nadszedł czas na ryby. Stąd zmiana z “Food&Drinks” na “Fish&More“. Nazwa “Modra Odra” zostaje, bo jest świetna.

Jak już wiedzieliśmy, że chcemy ryby, to zaczęliśmy się rozglądać za zdolnym szefem kuchni, który jednocześnie będzie wiedział, co to znaczy prawdziwy, nieprzekombinowany smak. I właściwie cudem dołączył do nas Paweł Piegdoń. Z 20-letnim doświadczeniem w branży, ale jego największym atutem jest to, że potrafi gotować w klasyczny sposób, ale nie karczmiany.

 

Druga rzecz: skąd ryby? Wsiadaliśmy więc w auto. Odwiedziliśmy rybaków i spytaliśmy wprost: “czy zgodzą się regularnie dostarczać nam rybę?”. Uwierzcie to nie było łatwo. Mimo tego, że od wielu lat odbywają się genialne “Dni Karpia”, to gospodarstwa rybackie nie są jeszcze logistycznie przygotowane na całoroczną sprzedaż . Nie poddaliśmy się. Szef kuchni osobiście odbiera więc ryby bezpośrednio z gospodarstwa. Nie bierzemy ich z żadnej z hurtowni. Tu mamy pewność, że są dobrze transportowane i wiemy dokładnie kiedy były wyłowione.

Kolejne wyzwanie – ludzie nie chcą jeść ryb słodkowodnych. Pytają o łososia czy dorsza, a inna nazwa ryb w karcie do nich nie przemawia. Dlaczego tak jest? Pomyśleliśmy więc, że oni zwyczajnie nie znają smaku ryby prosto od rybaka. Taką rybę jedli nieliczni. Postanowiliśmy więc zaprosić ich do zgadywania: jaka to ryba? Serwujemy danie i pytamy. Rzadko komuś udaje się zgadnąć, ale reakcja jest bezcenna: “Naprawdę? Naprawdę?! Ale naprawdę?”. I wtedy wiemy, że smakowało i że gość wróci.

Następna przeszkoda – większość osób nauczyło się jeść ryby w panierkach jako tradycyjne Fish&Chips, jak nauczyć ich jeść rybę po prostu lekko usmażoną na pół łyżeczce masła sklarowanego? Na to też mamy sposób – rekomendujemy danie i zapewniamy, że jeśli nie będzie smakowało, to my je dokończymy za gościa, a w zamian przyniesiemy fish&chips (na szczęście jeszcze nie musieliśmy kończyć dań naszych gości, wszystkim smakowało).

Jak już byliśmy pewni, że menu jest naszym atutem. Rozejrzeliśmy się po restauracji i dostrzegliśmy, że jest zbyt ponuro. Zakasaliśmy więc rękawy – przemalowaliśmy część ścian na białe, dokupiliśmy oświetlenie. I już jest milej. Czekamy jeszcze na stolarza, no i na ścianach już całkiem niedługo będą ramki z naszymi zdjęciami.

Wczoraj 1 maja była premiera menu. 100 proc. gości komplementowało szefa kuchni i obsługę. Tak robi się mistrzowskie projekty! Zebraliśmy to, co Dolina Baryczy i Kotlina Kłodzka mają najsmaczniejszego. Mamy nadzieję, że Modra Odra choć w małym procencie przyczyni się do tego, że będziemy częściej odwiedzać Dolny Śląsk. Bo warto!

Jakie dania są w karcie? O tym już wkrótce w kolejnym tekście.

 

Magdalena Mańkowska

Modra Odra
ul. Odrzańska 24, Wrocław
modraodra.pl