Ul. Świdnicka. Mama Manousch. Restauracja, która odkrywa polską kuchnię na nowo.

Interesujący wystrój – dania składane na oczach gości, parter lekko zwariowany, poczujemy tu tempo życia, ruch kelnerów. Na antresoli można się już bardziej zrelaksować. Choć nie ma tu odrębnych sal, to jest kilka kącików i zakątków, w których szukający ciszy zakochani, mogą się schować. Przeważnie architekci dbają, by ściany były zagospodarowane, tu centralnym punktem jest sufit. Jak się dobrze przyjrzymy wśród namalowanych sztandarowych miejsc związanych z Wrocławiem, znajdziemy też krasnale.

Dotychczas głównym szefem był Filip Grajeta, który teraz zarządza restauracją La Maddaleną, a tutaj występuje w roli mentora i wspiera nowego szefa kuchni Marcina Knopa.
– Znamy się jak łyse konie – mówi Filip. – Od czterech lat razem pracujemy. Wymyślamy mnóstwo dań i dopracowujemy te najlepsze. To twórczy proces, który jest najfajniejszą częścią naszej pracy.

od lewejL Filip Grajeta, Marcin Knop

Marcin przyznaje, że najbardziej lubi, jak tuż po północy wszyscy już wyjdą z restauracji, a on może się sam zamknąć w kuchni i wtedy tworzy: – Jasne, że nie wszystko wchodzi do karty, większość pomysłów chowam do szuflady, tylko te najlepsze ujrzą światło dzienne.
Jedną z takich jest – mus z podwędzanego pora, który jest częścią, chyba najlepiej sprzedającego się dania – policzków cielęcych (49 zł).

Będąc w Mama Manousch to danie koniecznie trzeba spróbować! Policzki są długo gotowane z warzywami, rozpadają się w ustach, znakomicie też dobrane dodatki.

Karta się często zmienia. Podczas naszej wizyty mogliśmy spróbować tatar z tuńczyka (35 zł), hummus z buraków (19 zł) i bardzo ciekawą interpretację tradycyjnego gzika. Tutaj zamiast sera twarogowego wykorzystany jest kozi ser. Serwowany jest oczywiście z młodymi ziemniakami, ale jako dodatek jest także marynowany fenkuł (27 zł).

Marcin Knop, szef kuchni: – Charakterystycznym punktem naszej kuchni jest chyba co do kropeczki dopracowana prezentacja, ale też długo wyszukujemy lokalnych, ciekawych produktów. Teraz np. mamy chałwę z sera koziego, która jest intensywna, ale dosłownie jej odrobina wystarczy, by nadać daniu charakter. Takich sekretów mamy znacznie więcej.

autor: Kocham Jeść, kocham@kochamjesc.pl
fot. Paweł Jakubek