Owoce Lutyni z owocowym twistem w sercach Dolnoślązaków

Anna Szlaczka Owoce Lutyni takkochamjesc

“No cóż jest źle.Trzeba wymyślić, co zrobić, żeby było dobrze” – mówi Anna Szlączka, która wraz z mężem na Dolnym Śląsku prowadzi sad Owoce Lutyni. 

Sadownictwo z roku na rok jest coraz mniej rentowne. Ceny jabłek niewiele się zmieniają, a ceny pracowników, wody, prądu rosną na potęgę. Dodatkowo w biznesie “pod chmurką” zawsze jest ryzyko. Nie da się ubezpieczyć od wszystkiego. W lutyńskim sadzie były takie trzy niekorzystne lata pod rząd, które niemal doprowadziły do zamknięcia sadu. 

Ania chciała tego unikać, bo te 8 ha to dzieło życia rodziców, ale i jej pasja. Sadowniczka z wykształcenia, do pracy z drzewami przywiązana od momentu, kiedy miała naście lat. 

Jej mąż – Bolek, z zawodu jest stolarzem. Ania namówiła go, by zamiast w zakład stolarski włożyli energię w sad. Był moment, że żałowali tej decyzji. 

Poznałam Anię jakieś cztery lata temu. Wtedy jej sytuacja ekonomiczna była znacznie trudniejsza niż dziś. Zmęczona rozwoziła jabłka. Widać było, że robi wszystko by związać koniec z końcem. 

Dziś, gdy wchodzę do jej sadu, mam w oczach podziw, a usta same mówią: wow! Ania na facebooku zbudowała swoją wierną grupę klientów. To ludzie, którzy kochają jej sad, a owoce, które sprzedają na Nowym Dworze we Wrocławiu kupują już grubo ponad 30 lat. 

Jak wygląda sad? Co Ania zrobiła, by uratować sad? Czy jej tato kibicował jej w tych decyzjach? Zapraszam obejrzyjcie video.

Z wizytą w sadzie Owoce Lutyni