Rwij ogórki. Za darmo

Pole pełne ogórków – jedź i zrywaj

Sprawdźcie kalendarz – wpiszcie, że 18 sierpnia w godz. 12-17 widzimy się u Sznajderów, w Dolinie Baryczy, by rwać ogórki. Za darmo

Jak to możliwe? Wszystko powie nam Emilia Chmura z Gospodarstwa Rolnego Kiszonki Michał Sznajder: – Każdy rolnik co roku ma dylemat. Musi zadecydować, kiedy zakończyć zbiory i zaorać pole. Z kapustą jest prosto – wytniemy i koniec. Przy ogórkach jest inaczej – one rosną cały czas. Jednak w pewnym momencie jest ich mniej, wtedy koszty zatrudnienia osób do ich zrywania są znacznie większe niż wartość plonów. Sami reszty ogórków nie zbierzemy, żal nam ich niszczyć, więc się nimi dzielimy.

 

Emilia Chmura, pole ogórków, pod Karnicami, Gospodarstwo Rolne M. Sznajder, fot. Paweł Jakubek, Kocham Jeść

Choć tegoroczna susza nie była łaskawa dla warzyw, to Sznajderowie szacują, że na polu została jeszcze w tym roku prawie tona ogórków. Różnych: i takich malutkich (krokodylków ok. 2-3 cm), i tych idealnych do kiszenia (ok. 9-12 cm), jaki i olbrzymów dobrych na mizerię.

Każdy może wejść na pole ze swoją skrzyneczką, reklamówką czy wiadrem. – W zeszłym roku przyjechało do nas niemal 500 osób – opowiada Emilia. – Mieli pełne bagażniki ogórków. Niektórzy mówili, że czują się jak szabrownicy, a nam serce rosło z radości. I mówiliśmy: „bierzcie, bierzecie”.  

Ogórki gruntowe, Gospodarstwo Rolne M. Sznajder, fot. Paweł Jakubek, Kocham Jeść

Sznajderowie kiszą od 50 lat. Dziadek Emilii – Stefan tuż po wojnie przeprowadził się ze Stanisławowa (który teraz należy do Ukrainy) właśnie do Karnic. Był stolarzem. Robił więc krzesła i stoły. Ale dostawał też zamówienia na prawie 300 dużych, dębowych beczek rocznie. I robił je dla całej wsi. Któregoś roku i jemu obrodziły ogórki, zakisił więc dla najbliższych. I tak kisił i kisił dla rodziny, aż w 1962 roku zaczął je sprzedawać. Potem pałeczkę przejęli jego synowie, a teraz synowie synów.

Zdjęcie rodzinne, Gospodarstwo Rolne M. Sznajder

Emilia jest wnuczką Stefana: – Wg źródeł historycznych pod koniec XIX wieku obszar Doliny Baryczy był nazywany przez Niemców „Krainą Kiszonek”, dziś kisimy już tylko my, potomkowie stolarza. Ale kisimy dokładnie tak, jak on to robił. Nie wprowadzamy żadnych nowinek. Ogórki zbieramy co dwa dni (nie dwa razy dziennie, nie nawozimy ziemi bez opamiętania) i kisimy bez octu, powoli, swoim tempem. No i najważniejsze: kisimy sezonowo, raz w roku, tylko w lipcu i w sierpniu, co już się praktycznie nie zdarza.

I mówi dalej: – Są osoby, które w lutym pytają nas o ogórki małosolne. Wtedy ich nie ma. Nie uprawiamy ogórków pod folią czy na wacie. Nie kupujemy też ogórków od kogoś innego. Kisimy tylko własne ogórki, które rosną w ziemi na prawdziwym polu.

Dlaczego to takie ważne? – Ogórki i pomidory, które są hodowane na sztucznym podłożu dostają konieczne do wzrostu minerały w szczepionkach. Mają wtedy zaledwie 3-4 mikroelementy, podczas gdy takie ogórki z ziemi aż kilkadziesiąt! Wydaje się nam, że jemy zdrowo, bo są w naszej diecie warzywa, ale one nie mają witamin. Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby jeść to, co sezonowe i my chcemy pozostać wierni tradycji. Mam trzy córeczki. Prowadzimy gospodarstwo tak, żeby mogły one w każdej chwili wejść na pole i zjeść prosto z krzaka wszystko, na co mają ochotę.  

Na pole dojeżdża się tu drogą polną – mówi Emilia. – Konieczne są więc płaskie buty, dla bezpieczeństwa kalosze. Czapki na głowy, jeśli będzie gorąco i robocze ubrania na przebranie.

Emilia Chmura, Gospodarstwo Rolne M. Sznajder, fot. Paweł Jakubek, Kocham Jeść

Ogórki będzie można zrywać ręcznie lub na tzw. samolocie. – To nic innego, jak namiot przyczepiony z dwóch stron do traktora – wyjaśnia Emilia. – Kładziemy się na nim i sięgamy rękami do grządek z ogórkami. Traktor jedzie dosłownie 0,5 km na godzinę, czyli bardzo wolno. Leżysz i zrywasz ogórki. „Skrzydła” ruszają się w górę i w dół. Dużo śmiechu. I to też jedyna szansa, żeby dzieci, pod opieką rodziców, mogły jeździć takim urządzeniem.

Parking będzie na ściernisku u sąsiada.

Emilia: – Zaprosiliśmy wszystkich mieszkańców okolicznych wsi. To więc znakomita okazja, żeby się poznać i móc potem bezpośrednio od nich zamawiać wiejską kurę, warzywa, mąkę czy miód.

Dolina Baryczy i Wzgórza Trzebnickie przekazały też najnowsze mapy z wytyczonymi ścieżkami rowerowymi.

Magdalena Mańkowska, kocham@kochamjesc.pl 

 

TEGOROCZNE ATRAKCJE I INSTRUKCJE OD ORGANIZATORA 

MINI JARMARK, gdzie będzie możliwość zakupienia pysznych napojów, miodów, jajek, warzyw, serów, przetworów i wielu innych produktów – wszystko od lokalnych producentów i gospodarzy.

STREFA RELAKSU z hamakami, snopkami słomy i kocami do piknikowania w cieniu drzew.

STREFA DLA DZIECI z malowankami, puszczaniem baniek mydlanych, huśtawką ogrodową zabawami, konkursami i kilkoma niespodziankami.

KUCHNIA z pysznym domowym jedzeniem.

WARSZTATY KULINARNE dla dorosłych i dla dzieci.

 

JAK DOJECHAĆ na ogórkowe pole?

Z Wrocławia jedziemy trasą S5 na Poznań, zjazdem nr 53 zjeżdżamy na Żmigród, gdzie odbijamy w lewo na Wińsko. Pierwszą wieś jaką miniemy to Węglewo. I zaraz za Węglewem wjedziemy na wiadukt. UWAGA! Tuż po zjeździe z wiaduktu skręcamy w pierwszą polną drogę w lewo. Nie jedziemy do samych Karnic. Ogórkowe pole jest tuż za Węglewem, a przed Karnicami. Wypatrujcie z wiaduktu ogórkowego samolotu.

 

CO WZIĄĆ:

Weźcie ze sobą koniecznie:

1) rękawice (mogą być gumowe, ale takie mocne, z grubej gumy, lub tzw. remontowo-budowlane “wampirki” materiałowo-gumowe),

2) wiaderko, torby, siatki, worki na ogórki,

3) ubranie robocze – polecamy długie nogawki i rękawy, ponieważ liście ogórków są dość szortstkie i mogą podrażnić, podrapać skórę. Koniecznie też nakrycia głowy, bo liczymy na słoneczną pogodę;)

4) kalosze – warto rozważyć, bo jeśli będzie padać to może być błoto. Obuwie zmienne – ładne do samochodu, i robocze na pole:)

5) weźcie też pod uwagę, że – będzie dużo kurzu, pyłu, bo to 100% pole z ziemią. Obok będzie ściernisko, tam zrobimy parking i namioty z degustacją.

6) i wszyscy zabieramy ze sobą dobre humory, wtedy czarne pole straszne nam nie będzie!