Deser z płatkami róży, lawendowa lemoniada, filet z tuńczyka na danie główne, a na przystawkę krewetki z chilli – wszystko to zjemy w niewielkiej restauracji Alyki.

Deser z płatków róży, Alylki, Wrocław, fot. Paweł Jakubek / Kocham Jeść

Alyki to nie tylko nazwa restauracji, ale też zatoka na greckiej wyspie Thassos. – Wyjeżdżamy w różne zakątki świata nawet 10 razy w roku i zawsze wracamy z nowymi pomysłami – opowiadają właściciele Basia i Jacek Szydłowscy.

Barbara i Jacek Szydłowscy, właściciele restauracji Alyki, fot. Paweł Jakubek / Kocham Jeść

Alyki jest w Sky Tower. Wchodzi się tu z zewnątrz, nie od strony galerii handlowej. – To kameralne miejsce w centrum miasta – mówi Jacek.

Mówią o sobie, że są mistrzami last minute. Jak tylko Jacek znajdzie tanie bilety, to pakują się i w drogę: – Byliśmy w prawie każdej europejskiej stolicy, ale i tak najbardziej kulinarnie polubiliśmy Azję i Tajlandię. Najczęściej odwiedzamy Włochy, ale miło wspominamy Kubę i tegoroczne wyjazdy do USA i Albanii.

Właśnie planują listopadowy wyjazd do Izraela. – Zawsze nas interesowało, co miejscowi jedzą. Omijamy strefy dla turystów. Poznajemy prawdziwą, lokalną kuchnię – mówią.
Jak Wrocław wypada na tle świata? – Wcale nie tak blado! – mówią zgodnie Szydłowscy. – Byliśmy w dziesiątkach restauracji i nie mamy się czego wstydzić. Jasne, że kuchni azjatyckiej nikt nie przebije. Mają znakomite, naturalne składniki, jest tam mało przetworzonej żywności. Odkryliśmy też, że najbardziej popularna na świecie kuchnia to nie włoska, ale tajska.

Szydłowscy dużo próbują, ale Jacek zdradza, że Basia w Azji odmówiła spróbowania żaby.
Basia śmieje się: – No tak, żaba to wyjątek. Nie lubię jeszcze gotowanej marchewki i buraków, ale poza tym, kocham to, co robię i szukam coraz to nowszych produktów. Restauracja to spełnienie naszych marzeń. Zawsze chcieliśmy ją mieć. Tu na talerze przenosimy część kulinarnych wspomnień. Uwielbiamy swoich gości. I uważam, że to komplement, że przychodzą tu nie tylko zjeść, ale też poczytać gazetę lub popracować na komputerze.

Szefem kuchni od samego początku istnienia restauracji jest Paweł Błaszczyk. – Paweł myśli o gotowaniu tak jak my – mówią Szydłowscy. – Lubi kuchnię naturalną, prostą, prawdziwą, fajnie wydobywa smak produktów. Z przypraw najczęściej korzysta po prostu z… soli i pieprzu, a wszystko ozdabia świeżymi ziołami.

Paweł Błaszczyk, szef kuchni restauracji Alyki, fot. Paweł Jakubek / Kocham Jeść

Karta jest lekka, wiele prostych, ładnie podanych, głównie polskich, dań. Lunch (ok. 25 zł) jest codziennie inny – często inspirowany zagranicznymi wyjazdami.

W karcie znajdziemy filet z kaczki z puree z marchwi i pomarańczy z cukinią (39 zł), polędwicę z tuńczyka (49 zł), stek (69 zł), tagliatelle z wołowiną marynowaną w tandorii (30 zł). Na śniadanie możemy zjeść oprócz jajecznicy (14 zł) także np. hiszpańską szakszukę (18 zł).

Czy własna restauracja to łatwy kawałek chleba? – O nie. Rozumiemy, dlaczego tak wiele miejsc się zamyka. To duże wyzwanie. Teraz już jest nam łatwiej, ale to dla wytrwałych – mówią Szydłowscy, a Basia dodaje, że jej największym marzeniem jest pensjonat na Majorce.