Te proste patenty ratują budżet domowy i planetę

Podczas Made in Wrocław 2019 ugotowaliśmy z Karolem Łukomskim 150 litrów zupy z uratowanych warzyw. Jedna z sieci handlowych chciała je wyrzucić, ponieważ były zwiędnięte.

Takie historie dzieją się codziennie, także u nas w domu. Jedną z propagatorek niemarnowania żywności jest Sylwia Majcher.

Sylwia prowadziła warsztaty podczas pikniku Tak kocham jeść!, zostawiała nam kilka przepisów. Dziś pierwszy z nich.

To jest sposób, by zaoszczędzić sporo! | Sylwia Majcher

Nasza lodówka to sklep pierwszego wyboru

Droga do niemarnowania żywności jest w naszej lodówce. Patrzymy do lodówki, co tam zostało i traktujemy ją jako sklep pierwszego wyboru. W lodówce na pewno coś się zawsze znajdzie. Często zapominamy, co mamy w jej zakamarkach.

Często też sugerujemy się wyglądem, pamiętajmy, że jeśli coś nie jest spleśniałe, to spokojnie można tego użyć. To, że rzodkiewki lub marchewki są pomarszczone, nie znaczy, że nie można z nich zrobić czegoś pysznego.

Dwa patenty, by uratować warzywa

  • zwiędnięta rzodkiewka: podsmażyć na patelni z miodem i sezamem lub zamacerować w soku z cytryny (wkrótce na kochamjesc.pl)
  • dojrzała papryka: pasta do ryżu lub na kanapkę (przepis wyżej) – piszę o tym tutaj

Data ważności nie jest granicą przydatności do jedzenia

Taka pasta świetnie nadaje się do tego, by wymieszać makaronem lub ryżem. Możemy też posmarować zwykłą kanapkę, dzięki czemu nabiera ona zupełnie innego charakteru.  

Jeśli chcemy wyrzucić produkt, bo minęła data ważności, zastanówmy się dwa razy. Raczej ufajmy swoim zmysłom, bo data ważności istnieje dopiero 41 lat. Wcześniej jej nie było. I nie było też żadnych dramatów z tego powodu, że ktoś zjadł coś, co mogłoby być po terminie. 

Mamy na tyle dobrze rozwinięte zmysły, że spokojnie można się nimi kierować. Jak otwieramy jogurt, patrzmy, czy nie jest spleśniały, spróbujemy delikatnie, jeśli jest smaczny, smacznego! Granicą “zero waste” jest pleśń, a nie data ważności.