Uratowane warzywa!

Tyle mówi się o niemarnowaniu żywności. Postanowiłam zmierzyć się z tematem na większą skalę niż mój własny dom. Przygotowuję strefę gastronomiczną podczas wydarzenia Made in Wrocław (17.10) – będzie bigos z najlepszych lokalnych produktów, ręcznie robione precle, drożdżówki wg tradycyjnej receptury, jabłka z dolnośląskiego sadu, sery farmerskie… Wszystko najlepsze.

Wymyślałam też, że ugotuję wspólnie z Zespołem Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu zupę “zero waste”. Pochodzę po sklepach i pozbieram już takie zwiędnięte warzywa, których klienci nie za bardzo chcą. Wymaga to więcej czasu, lepszej logistyki, ale… warto!

Miasto Wrocław zgodziło się z tym pomysłem. Dostałam zielone światło.

Okazało się, że wcale nie muszę chodzić po wielu sklepach. Pierwszy sklep, z którym się skontaktowałam dał mi tyle warzyw, że ledwo zmieściły się do samochodu. Zaniemówiłam. I to nie była przysługa. Te rzeczy naprawdę były przeznaczone do wyrzucenia. Powód? Zwiędnięte liście. Marchewki już nie takie jędrne. Pożółkłe listki.

Granicą “zero waste” jest pleśń. Spleśniałe rzeczy natychmiast wyrzucamy (nie odkrajamy, wyrzucamy), ale te zwiędnięte warzywa śmiało warto jeść. Ich miejsce nie jest jeszcze w koszu na śmieci.

Gdy zorientowałam się, że tych warzyw jest – nie dużo, a bardzo dużo. Nie chciałam się też wycofywać z pomysłu, postanowiłam poprosić o pomoc uczennicę Zespołu Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu – Wiktorię Madaj.

Zobaczcie, jak wyglądają produkty przeznaczone do wyrzucenia.

Te warzywa miały iść do kosza!

Co ugotujemy z uratowanych warzyw? Będę na bieżąco publikować, ale też zapraszam na Made in Wroclaw.